piątek, 14 lipca 2017

Fikcyjna dziewczyna wykiwała speców od bezpieczeństwa narodowego!


„Zbrodnie przyszłości. Jak cyberprzestępcy, korporacje i państwa mogą używać technologii przeciwko tobie”.


Poniższa, historia jest prawdziwa i pochodzi z książki pt.: „Zbrodnie przyszłości”.

          Robin Sage była atrakcyjną 25-latką zatrudnioną na stanowisku analityka zagrożeń cyberatakami w Dowództwie Wojny Sieciowej Marynarki Wojennej USA. Ukończyła MIT i miała na koncie praktykę w NSA. Podobnie jak wiele osób w jej wieku była aktywną użytkowniczką mediów społecznościowych: miała profile na Facebooku, Twitterze i w serwisie LinkedIn. Krótko po rozpoczęciu kariery w marynarce wojennej zaczęła rozsyłać zaproszenia do grona znajomych do innych specjalistów od zagrożeń internetowych, którzy pracowali na rzecz Stanów Zjednoczonych. W ciągu niecałego miesiąca grono jej znajomych urosło do ponad 300 osób, wśród których znajdowali się funkcjonariusze armii, pracownicy podwykonawców wojskowych oraz ludzie pracujący w różnych agencjach wywiadowczych. Nawiązała kontakt między innymi z przewodniczącym Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, dyrektorem ds. informatycznych w NSA, wysokiej rangi przedstawicielami wywiadu Marine Corps, szefem gabinetu pewnego amerykańskiego kongresmena oraz wysokiej rangi menedżerami firm Lockheed Martin, Northrop Grumman i Booz Allen Hamilton.

          Wprawdzie niektórzy adresaci jej zaproszeń w pierwszej chwili nie potrafili sobie przypomnieć tej młodej kobiety, ale Robin zapewniała ich, że spotkali się rok wcześniej na konferencji DEF CON, wielkim zgromadzeniu hakerów, na którym zjawiają się zarówno hakerzy, jak i normalni szpiedzy. Jeśli ktoś nadal miał wątpliwości, mógł przejrzeć listę jej kontaktów, a liczba wspólnych znajomych natychmiast uśmierzała wszelkie obawy. Robin zaprzyjaźniła się na Facebooku i LinkedIn nawet z ludźmi pracującymi w tym samym budynku Naval Network Warfare Command. Kiedy jej obecność w mediach społecznościowych stała się zauważalna Lockheed Martin i inne firmy zaczęły przejawiać zainteresowanie jej zatrudnieniem. Posypały się oferty pracy. Był tylko jeden mały problem: Robin Sage w ogóle nie istniała.

          Sage była wymysłem Thomasa Ryana – doradcy ds. bezpieczeństwa, który chciał sprawdzić, jakie zagrożenia wynikają z używania mediów społecznościowych przez osoby zajmujące się bezpieczeństwem narodowym. Cel był prosty: przekonać się, jakie dane wywiadowcze można zebrać, posługując się fikcyjną tożsamością. W ciągu niecałego miesiąca nowi znajomi zaczęli się dzielić z jego alter ego, atrakcyjną Robin Sage bardzo szczegółowymi informacjami. Wcielając się w wirtualną Matę Hari, Ryan oszukał między innymi pewnego komandosa, który zaprzyjaźnił się z „młodą kobietą” i zaczął jej przysyłać swoje zdjęcia, zawierające dane lokalizacyjne jego tajnej bazy w Afganistanie. Później poinformował nawet swoją „przyjaciółkę” o szczegółach przeniesienia jego oddziału do Iraku.

          Tożsamość ekranowa Robin Sage była tak przekonująca, że przesyłano jej nawet poufne dokumenty do przejrzenia oraz propozycje wystąpienia na różnych ważnych konferencjach dotyczących cyberwojny i bezpieczeństwa narodowego. Czy podejście fortelem elitarnej grupy doświadczonych wojskowych i przedstawicieli wywiadu dbających o bezpieczeństwo narodowe Ameryki było trudne? Ależ skąd, było dziecinnie łatwe! Ryan po prostu znalazł odpowiednie zdjęcie w Internecie i wykorzystał je do stworzenia profilu Sage. Tak naprawdę fotografia przedstawiała mało znaną porno gwiazdkę o marnej reputacji. Nawet imię i nazwisko Robin Sage były w rzeczywistości kryptonimem zakrojonych na wielką skalę manewrów wojskowych przeprowadzanych co roku przez armię w Karolinie Północnej. Adres Robin? Należał do niesławnej firmy Blackwater, realizującej kontrakty dla wojska. Eksperyment z Robin Sage pokazuje, jak łatwo można nadużyć ludzkiego zaufania do treści widniejących na ekranie komputera. Skoro świetnie wyszkoleni wojskowi i agenci wywiadu dali się nabrać, jakie szanse na uchronienie się przed tego typu zagrożeniami mają zwykli ludzie? Kiedy jednak wszystko jest ze sobą połączone, ekrany komputerów nie są jedynymi, o których zawartość powinniśmy się martwić (…)”



Źródłem powyższego tekstu jest książka pt.: "Zbrodnie przyszłości" autorstwa agenta FBI Marca Goodmana, rozdział 9 od strony 161.

1 komentarz:

  1. Również czytałem "Zbrodnie przyszłości" Goodmana. Wspaniała książka, która otworzyła mi oczy na kwestie bezpieczeństwa danych osobowych na portalach społecznościowych oraz bezpieczeństwa korzystania z internetu na urządzeniach mobilnych.

    Problemem jest to, że książki tego typu przerastają zdolności intelektualne większości Polaków. Tylko wąskie grono świadomych ludzi czyta publikacje tego typu, dlatego twój wartościowy artykuł może nie znaleźć zrozumienia wśród ogłupionych i nastawionych na konsumpcję mas :( No ale ludzie tacy jak ja docenią twoje starania ;)

    OdpowiedzUsuń