poniedziałek, 4 lutego 2013

W obronie Stolicy Apostolskiej - część I

W XXI wieku Kościół katolicki jest atakowany z wielu stron. W Tv często słyszę wiele przekłamań historycznych na temat Kościoła, który zrobił dla Polski bardzo dużo dobrego - Jego zasługi dla polskiej kultury i przetrwania polskości szczególnie w okresie zaborów i w okresie PRL-u są ogromne. Dlatego czuję się zobowiązany do zabrania głosu w dyskusji i stanięcia w obronie papieży, którzy za swoją politykę w latach 30 i 40 XX wieku są często niesłusznie atakowani przez środowiska lewackie i neoliberalne.



I. Wstęp.

Kiedy 9 października 1958 r. umarł Pius XII, mówiono o nim z głębokim szacunkiem i wdzięcznością. Prezydent Eisenhower oświadczył: „Po śmierci papieża Piusa XII świat stał się uboższy”. A Golda Meir, ówczesny minister spraw zagranicznych Izraela, napisała: „Nasze czasy stały się bogatsze dzięki temu głosowi, mówiącemu donośnie o wielkich prawdach moralnych ponad zgiełkiem toczącego się konfliktu. Opłakujemy wielkiego sługę pokoju”. Po upływie kilku lat, począwszy od 1963 roku ten sam papież stał się bohaterem „czarnej legendy”: zaczęto mówić, że podczas wojny względy polityczne lub jego osobista małoduszność sprawiły, iż pozostał niewrażliwy na cierpienia innych i milczał w obliczu zbrodni przeciw ludzkości, które być może jego interwencja zdołałaby powstrzymać.

Największe nasilenie wrogości do papieża i Stolicy Apostolskiej nastąpiło w latach 60 XX wieku, a dokładnie w roku 1963, kiedy to niemiecki dramaturg Hochhuth Rolf napisał sztukę Namiestnik, w której oskarżył papieża i Watykan o tolerowanie zbrodni nazistów dokonywanych na narodzie żydowskim. Sztuka ta szybko odniosła sukces i była często wystawiana w niemieckich teatrach. Papieża oskarżano w niej m.in. o prowadzenie nieudolnej polityki, o brak zdecydowanej reakcji podczas ataku Niemiec na Polskę i o proniemieckość, która przesłaniała mu prawdziwe niebezpieczeństwo, jakie niósł ze sobą nazizm. Dzięki Rolfowi w 1963 roku narodziła się „czarna legenda”, która dotyczyła pontyfikatu papieża Piusa XII. Od tej pory za zbrodnie II wojny światowej nie obarczano już tylko nazistowskich przywódców, ale również Stolicę Apostolską, której dodatkowo zarzucano, że w obawie przed komunizmem zachowywała milczenie na temat tego, co się działo w obozach koncentracyjnych w Polsce. Dramat Rolfa jest, co prawda dziełem fikcyjnym, niepopartym żadnymi dowodami, jednak mimo to zmienił pogląd „mas” na politykę Stolicy Apostolskiej wobec Trzeciej Rzeszy.

Namiestnik był jednym z pierwszych dzieł atakujących papieża. Od lat sześćdziesiątych do naszych czasów ukazało się kilkaset artykułów i książek oskarżających i broniących Piusa XII. Do najpopularniejszych publikacji atakujących papieża należy niewątpliwie książka Cornwella Johna, Papież Hitlera: Tajemnicza historia Piusa XII , w której autor zarzuca Pacellemu (Piusowi XII), że zrobił za mało, aby uratować Żydów od obozów śmierci. Według autora Pius XII nie był jednak potworem. Jego przypadek jest o wiele bardziej skomplikowany i tragiczny. Historia jego życia to zgubne połączenie pozostających w sprzeczności wysokich aspiracji duchowych i wybujałej ambicji zdobycia potęgi i władzy. Nie jest uosobieniem zła, ale zgubnej moralnej skazy - oddzielania władzy od chrześcijańskiej miłości bliźniego. Konsekwencją tego oddzielenia było milczące pozwolenie na tyranię, a zatem na przemoc. Zupełnie inne światło na pontyfikat Pacellego i jego poprzednika Piusa XI rzuca książka Giovanniego Sale, Hitler Stolica Apostolska i Żydzi, w której autor przedstawia dokumenty z tajnego archiwum watykańskiego odtajnione w 2004 roku. W książce tej autor przedstawia raporty biskupa Orsenigo nuncjusza apostolskiego w Niemczech, dzięki, którym dowiedzieliśmy się o wielu intrygach uknutych przez Hitlera, który dążył do zdobycia władzy absolutnej. Nuncjusz apostolski podkreśla, że naziści często podawali się za katolików i odwoływali się do chrześcijańskich wartości. Były to oczywiście zagrania czysto propagandowe, dzięki którym NSDAP oszukała wielu obywateli Niemiec, a nawet zmyliła Stolicę Apostolską, która w latach 1933-1939 o wiele bardziej obawiała się komunistycznej Rosji niż nazistowskich Niemczech.

Spór o postać Pacellego zaostrzył się w 1990 roku, kiedy to papież Jan Paweł II ogłosił Piusa XII Sługą Bożym i rozpoczął jego proces beatyfikacyjny. W maju 2007 roku komisja kardynałów i biskupów Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w liczbie 13 członków jednomyślnie opowiedziała się za beatyfikacją Piusa XII. W grudniu 2007 roku papież Benedykt XVI zadecydował o wstrzymaniu procesu beatyfikacyjnego. Za jeden z głównych powodów takiej decyzji uznano reperkusje, jakie beatyfikacja ta mogłaby mieć dla dialogu z judaizmem oraz stosunków Watykanu z Izraelem, ponieważ beatyfikacji tej od początku sprzeciwiało się wiele środowisk żydowskich .



II. Propaganda i oszustwa Hitlera w okresie pontyfikatu Piusa XI (1922-1939)

Aby zrozumieć postępowanie postaci historycznych należy się wczuć w czasy, w których one żyły. A były to czasy niespokojne, od 1917 roku w Europie narastał strach przed komunistami, którzy byli otwartymi wrogami Kościoła. Stolica Apostolska przed rozpoczęciem II wojny światowej i odkryciem prawdziwych zamiarów Hitlera obawiała się Rosji o wiele bardziej niż nazistowskich Niemiec. Poza tym przed wojną Hitler deklarował się, jako osoba wierząca, czego dowodzi jego radiowe przemówienie z 1 lutego 1933 roku: „członkowie mojego rządu będą szanować i bronić zasad, na których został wzniesiony nasz naród. Zgodnie z tymi zasadami chrześcijaństwo stanowi podstawę naszej narodowej moralności, a rodzina jest fundamentem życia narodu”.

Niemcy po usłyszeniu takich słów z ust nowego kanclerza musieli być dumni. Zwykli ludzie raczej nie byli świadomi, że te słowa stanowią element gry Hitlera, który zdawał sobie sprawę, że poparcie niemieckiego Kościoła protestanckiego i katolickiego jest mu potrzebne do umocnienia władzy i uzyskania wsparcia społeczeństwa. Bardziej uświadomieni wiedzieli jednak, że powyższe zdanie miało wyłącznie cel propagandowy i demagogiczny. Podobno fragment ten w ostatniej chwili dołączył do przemówienia Hitlera wicekanclerz von Papen, praktykujący katolik, który był przekonany, że taka wypowiedź zostanie dobrze przyjęta przez Niemców obu wyznań religijnych.

Pomimo ciepłych słów i pojednawczego tonu Hitlerowi nie udało się przekonać do siebie katolików, którzy z doświadczenia znali poglądy narodowych socjalistów na religię. Ostrożność katolików potwierdza raport wysłany 7 lutego 1933 roku przez arcybiskupa Orsenigo (nuncjusza apostolskiego w Niemczech) do Sekretarza Stanu, jego treść jest następująca: „Napięcie pomiędzy narodowymi socjalistami i większością katolików jest bardzo duże. Zdanie wypowiedziane przez Hitlera w jego pierwszej odezwie do narodu niemieckiego (…) nikogo nie przekonało, ponieważ jeszcze nie wiadomo, o jakim chrześcijaństwie mowa. Co więcej, nikt nie zamierza interpretować tych słów w przychylny sposób, choćby tylko po to, żeby sprowokować bardziej konkretne deklaracje. Dowodzi to, że katolicy nie pokładają w Hitlerze wielkich nadziei”.

Od momentu objęcia urzędu kanclerza Rzeszy 30 stycznia 1933 roku Hitler starał się unikać jakichkolwiek starć z przedstawicielami Kościoła. Zdawał on sobie sprawę, że poparcie Kościoła katolickiego i ewangelickiego jest mu potrzebne do umocnienia władzy i uzyskania akceptacji społeczeństwa, które w 1933 roku nie było jeszcze całkowicie przekonane o słuszności narodowosocjalistycznej ideologii. Ponadto, do osiągnięcia najważniejszego celu, jakim było uzyskanie pełnomocnictw, które dawałyby mu możliwość zniesienia systemu demokratycznego i wprowadzenia partyjnej dyktatury, potrzebne mu były głosy zdominowanej przez katolików partii Centrum. Dlatego w pierwszych miesiącach swoich rządów Hitler, jako kanclerz i przywódca NSDAP często upominał swoich współpracowników, aby nie wypowiadali publicznie antyklerykalnych haseł i nie obrażali żadnego z chrześcijańskich Kościołów. Hitler podobno powiedział do Rosenberga jednego ze swoich najbliższych i najbardziej antyklerykalnych współpracowników następujące słowa: „…) nie chcę ataków na sukienki – ani kobiece, ani księżowskie”. Zdaniem przywódcy Trzeciej Rzeszy bezpośrednia walka z Kościołem, jaką w przeszłości prowadził Bismarck, nie ma sensu, ponieważ jedynie wzmacnia ona Kościół i przyczynia się do podniesienia jego moralnego prestiżu w oczach ludu. Hitler nie zamierzał powtarzać błędów Bismarcka, dlatego swoją strategię walki z duchowieństwem oparł na propagandzie i publicznym dyskredytowaniu duchownych. Twierdził, że należy przedstawić ich opinii publicznej, jako ludzi chciwych i godnych pogardy, od czasu do czasu wszczynając przeciwko nim fikcyjne procesy.

Nigdy nie wolno nam zapominać, że Hitler od początku do końca był ateistą, dla którego religia była tylko zjawiskiem polityczno-społecznym, które można było wykorzystać do zdobycia władzy i poparcia społeczeństwa. Jako przywódca Trzeciej Rzeszy uważał, np:, że Kościół nie powinien mieć swojego udziału w wychowaniu młodzieży, która powinna być kształcona tylko i wyłącznie przez państwo. Taka polityka z czasem doprowadziła do sporu pomiędzy Hitlerem a niemieckimi duchownymi i Stolicą Apostolską. Papież Pius XI uważał, że kształtowanie religijnej i moralnej świadomości młodzieży jest obowiązkiem Kościoła. Hitler miał oczywiście inne zdanie i w głębi serca gardził religią, ale w 1933 roku musiał częściowo iść na ustępstwa, nie mógł wyrazić publicznie swojej niechęci do papieża. Sytuacja zmieniła się radykalnie po pożarze Reichstagu i wprowadzeniu przez Hitlera władzy dyktatorskiej. Wtedy przyznawał on już otwarcie, że „Kościół niemiecki, niemieckie chrześcijaństwo to wyrażenia sprzeczne wewnętrznie. Albo jest się Niemcem albo chrześcijaninem. Nie można być jednym i drugim”.

Myślę, że dość wyraźnie pokazałem, jakie było podejście Hitlera i jego współpracowników do religii. Uważam, że w tym miejscu należy się zastanowić, jakie było podejście zwykłych Niemców do nazistów. Czy zdawali sobie oni sprawę z manipulacji i propagandy prowadzonej przez NSDAP? Wiemy, że w pewnym momencie wojny Hitlera popierała większość obywateli niemieckich, zarówno cywilów jak i żołnierzy; że niewielu wśród nich zareagowało na zniesienie demokratycznych wolności, zamykanie przeciwników — początkowo komunistów i socjalistów — bez żadnego procesu w obozach koncentracyjnych. Niewielu zareagowało na degradowanie Żydów i Cyganów do drugorzędnych obywateli a następnie do motłochu. Ważnym jest dowiedzieć się, czy i kiedy przedstawiciele kościelni dali sygnał ostrzegawczy. Również ważne jest pytanie, czy być może kościelni przedstawiciele – zakładając, że nie zdecydowali się na potępienie – sami nie wysyłali pozytywnych sygnałów na korzyść reżimu nazistowskiego a przez to pchali obywateli w ramiona tego reżimu.

Prawda jest jednak taka, że Kościół od 1932 roku stał się zdecydowanym przeciwnikiem NSDAP i współpracował z Partią Centrum, a w nazistowskim programie wiele punktów stanowiło zagrożenie dla interesów kościelnych. Poza tym osoby, które posądzają Stolicę Apostolską o prowadzenie złej polityki wobec nazistów powinny zajrzeć do dokumentów nuncjusza apostolskiego w Niemczech, biskupa Orsenigo, który w latach 1922 – 1939 wysłał do Stolicy Apostolskiej wiele listów, w których wyrażał swoją podejrzliwość wobec rosnącej w siłę partii nazistowskiej. Poza tym nuncjusz często informował Watykan o rosnącej wrogości protestantów i katolików. Dzięki analizie tych niezwykle cennych źródeł możemy zobaczyć jak wyglądała sytuacja w Niemczech przed wybuchem II wojny światowej. Z licznych dokumentów, jako pierwszy chciałbym przytoczyć list z 21 listopada 1931 roku, skierowany do kardynała Pacellego Sekretarza Stanu Jego Świątobliwości i przyszłego papieża Piusa XII, którego treść jest następująca: „(…) Najtrudniejszą kwestią w obecnej sytuacji religijnej w Niemczech są stosunki pomiędzy katolikami i protestantami oraz polityczną partią narodowosocjalistyczną. Jeżeli chodzi o protestantów, to dało się w ostatnich miesiącach zauważyć pewne przebudzenie dawnego uczucia nienawiści wobec katolików. Wynika ona być może z zazdrości o szacunek, jaki religia katolicka zyskała w opinii publicznej w Niemczech dzięki pewnym sprzyjającym wydarzeniom oraz zasługom wybitnych ludzi Kościoła, także w życiu społecznym. Niektóre dzienniki i koła protestanckie, manifestując całkowicie oddanie dla partii narodowosocjalistycznej, ośmielają się oskarżać katolików o postawę przeciwną patriotyzmowi ze względu na odwiecznie powtarzane oszustwo o zależności od Rzymu, która stoi w sprzeczności z interesem narodowym (…)”. W tym samym liście Orsenigo pisze, że jedna z lokalnych gazet protestanckich określiła katolicyzm, jako „bardziej niebezpieczny dla Niemiec niż bolszewizm” oraz stwierdziła, że „skoro Niemcy nie zwalczają katolicyzmu, to tym samym popierają bolszewizm”. Wnioski z analizy tego źródła są oczywiste i pokazują nam, na jakie ataki był narażony Kościół katolicki w 1931 roku w Niemczech. W liście tym rzuca się w oczy niechęć protestantów do katolików. Dlaczego tak wiele środowisk oskarża niemieckich katolików i Stolicę Apostolską o sympatyzowanie z nazistami, skoro źródła mówią wyraźnie, że tak naprawdę to Kościół protestancki popierał nazistów a katolicy byli im niechętni? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi i przejdę do analizy kolejnych źródeł.

Kolejnym ciekawym dokumentem jest list datowany na 4 lutego 1933 roku. Nuncjusz Apostolski opisuje w nim sytuację w Niemczech po objęciu przez Hitlera, przywódcy NSDAP, stanowiska kanclerza (30 stycznia 1933 roku). Treść listu jest następująca: „(…) jak już wiadomo Waszej Eminencji z mego raportu (…) datowanego na 8 października 1930 roku, partia narodowosocjalistyczna [chodzi o NSDAP] od momentu powstania [5 stycznia 1919] budziła pewne obawy ze względu na jej nie napawający otuchą stosunek wobec katolicyzmu. Ordynariat Moguncji jako pierwszy zajął stanowisko otwarcie sprzeciwiające się narodowemu socjalizmowi, publikując kilka surowych zasad zakazujących katolikom wstępowania do tej partii. Linię postępowania wyznaczoną przez ordynariat Moguncji przyjął stopniowo ogół episkopatu Niemiec, zmotywowany przez permanentne antyreligijne nastawienie niektórych nazistowskich przywódców, chociaż wielu biskupów nie miało bynajmniej złego nastawienia wobec nowej partii. Uznali oświadczenie Ordynariatu Moguncji, a przede wszystkim surowość wprowadzonych sankcji za nieco przedwczesne (…)”. W niniejszym liście wyraźnie widzimy, że niektóre środowiska kościelne już w 1930 roku dostrzegły w NSDAP wielkie niebezpieczeństwo dla katolicyzmu i podjęły odpowiednie kroki. Kolejnym zdecydowanym antynazistowskim krokiem już całego Kościoła katolickiego była konferencja biskupów w Fuldzie, która odbyła się w dniach 17 – 19 sierpnia 1932 roku. Biskupi zdecydowali wówczas, że przynależność do NSDAP i popieranie tej partii jest dla katolików zakazane, z uwagi na jej doktrynalną sprzeczność z katolicyzmem. Według biskupów program NSDAP głosił "błędną doktrynę". O spotkaniu w Fuldzie (w tym samym liście) Orsenigo pisał następująco: „(…) Na konferencji (…) cały episkopat, mając na uwadze zagrożenie, jakie dla wiernych może stanowić ruch narodowosocjalistyczny, sformułował i ustalił pewne zasady, które w sposób jawny odżegnują się od tej partii [NSDAP] i zakazują katolikom wstępowania do niej”. Dalej nuncjusz ze smutkiem dodaje: „(…) jakkolwiek nakazy episkopatu zostały posłusznie przyjęte przez duchowieństwo i były stosowane rygorystycznie to nie dały w pełni spodziewanego rezultatu. Przy czym największym nieposłuszeństwem wykazywała się młodzież. Tymczasem liczba członków partii narodowosocjalistycznej stale wzrastała, a w wyniku manewrów politycznych von Papena partia ta ostatecznie doszła do władzy (…)”. Powyższy fragment pokazuje nam jednoznacznie, że Kościół katolicki podjął odpowiednie kroki przeciwko nazistom.

Niestety młodzi katolicy dali się jednak omanić propagandzie NSDAP i zlekceważyli ostrzeżenia oraz zakazy biskupów i Stolicy Apostolskiej. W takiej atmosferze 5 marca 1933 roku doszło do wyborów parlamentarnych, które dały NSDAP 52% głosów. Naziści z takim wynikiem nie mogli rządzić samodzielnie ani zrealizować swojego planu, który polegał na przyznaniu Hitlerowi specjalnych pełnomocnictw, dzięki którym zdobyłby on władzę absolutną. Na dalszych miejscach uplasowała się partia komunistyczna 12,3% oraz Centrum 11,2% - frekwencja wynosiła 88,8%. Największe poparcie NSDAP uzyskała w regionach protestanckich ale w tym miejscu należy uczciwie podkreślić, że po raz pierwszy odnotowano znaczny wzrost liczby głosów oddanych na nazistów w regionach w większości katolickich, w których do tej pory trudno im było się przebić, dobrym przykładem jest Dolna Bawaria na terenie której podczas wyborów w listopadzie 1932 roku na NSDAP oddało głos 18,2% wyborców, a 5 marca 1933 roku już 39,2% wyborców! Wynik ten pokazuje nam skuteczność nazistowskiej propagandy, dzięki której poparcie dla NSDAP ciągle rosło.

Wyniki wyborów z 5 marca bardzo zmartwiły biskupa Orsenigo, który nie ukrywał niesmaku z faktu, że tak wielu katolików głosowało na partię nazistowską. W raporcie z 7 marca nuncjusz napisał do Sekratarza Stanu kardynała Pacellego następujące słowa: „Znaczący sukces rządu należy przypisać zarówno urokowi, jaki wywiera on na młodzież oraz na prostych ludzi, zawsze żądnych nowinek, jak i rządowemu programowi, zakładającemu wprowadzenie daleko posuniętych zmian, oraz sprawności, z jaką została przeprowadzona kampania wyborcza partii hitlerowskiej, w której wykorzystano wszystkie najszybsze i najnowocześniejsze środki przekazu (…)”. Naziści dzięki udanej kampanii wyborczej i populistycznym hasłom doszli do władzy, a wielu katolików nieświadomych ich prawdziwych zamiarów zwróciło się ku nim prawdopodobnie z uczucia patriotyzmu, mieli bowiem nadzieję, że Niemcy otrzymają silny rząd zdolny wyprowadzić kraj z silnego kryzysu ekonomicznego i społecznego.

W tej sytuacji Stolica Apostolska została zmuszona do zmiany swojej dotychczasowej polityki wobec nazistów. 13 marca 1933 roku papież Pius XI w swoim przemówieniu skrytykował przesadny niemiecki nacjonalizm i jednocześnie ostrzegł, że o wiele większym zagrożeniem dla chrześcijan jest komunizm. Przemówienie papieża możemy uznać za częściowe poparcie jednego zła, czyli nazizmu, aby walczyć z jeszcze większym złem – czyli komunizmem. Ojciec Święty dał wówczas wyraźnie do zrozumienia, że należy poprzeć siły antykomunistyczne w Niemczech, nawet za cenę pewnych ustępstw. Ustępstwem owym miało być poświęcenie katolickiej partii Centrum i nakłonienie jej do rezygnacji z opozycyjnego wobec Hitlera stosunku. Trzeba to jasno podkreślić: to nie niemiecki kler się przestawił, lecz doprowadziła do tego polityka Watykanu. Już w grudniu 1931 r. papież zasugerował baronowi von Ritterowi, posłowi bawarskiemu w Watykanie, że niemiecki Kościół powinien inaczej spojrzeć na współpracę z narodowymi socjalistami, jako na coś "tylko przejściowego i w konkretnym celu", co „zapobiegnie jeszcze większemu złu".

Uważam, że zarówno dojście Hitlera do władzy, jak i zwycięstwo wyborcze NSDAP były w Watykanie oceniane według nieco już przestarzałych schematów, a już na pewno w oparciu o uproszczone poglądy oraz w oderwaniu od lokalnych realiów historycznych. Często radykalne i antychrześcijańskie idee narodowego socjalizmu przypisywano nie samemu Hitlerowi, ale najbardziej rozwiązłym i zideologizowanym elementom w partii. Poza tym panowało przekonanie, że sprawowanie funkcji rządowych zmusiło w pewnym stopniu liderów NSDAP do zmiany nastawienia wobec Kościoła katolickiego, który dzięki swojemu autorytetowi mógł wspomóc nowe władze we wprowadzaniu rządów autorytarnych, zdolnych przeciwstawić się komunizmowi.

Wdaje się, że oprócz szeregu innych czynników zasadniczym wyznacznikiem polityki papieża Piusa XI wobec Hitlera był strach przed komunizmem i początkowe niedocenianie niebezpieczeństwa, jakie groziło Kościołowi katolickiemu ze strony nazistów. Kardynał Faulhaber mówił w 1933 r.: "w Rzymie uważa się tak narodowy socjalizm, jak i faszyzm, za jedyny ratunek przed komunizmem i bolszewizmem. Ojciec Święty patrzy na to z wielkiego dystansu i widzi nie objawy towarzyszące, tylko wielki cel". Można powiedzieć, że strach Piusa XI był wręcz fanatyczny i składały się na niego dwa aspekty: Pierwszym była nienawiść i chęć pokonania go (komunizmu) za wszelką cenę, nawet zbratania się z samym diabłem (nazistami); drugim zaś było zaślepienie, które oznaczało zanik wszelkiej trzeźwej oceny zagrożenia związanego z celem i środkami - przede wszystkim chodziło również o błędną w związku z tym diagnozę najgorszego zagrożenia, gdyż w istocie był nim z pewnością właśnie faszyzm, a nie komunizm. Pomimo tego, że to ten drugi głosił programowy ateizm. Otóż faszyzm ujawnił całą chwiejność i nieudolność Kościoła i katolicyzmu, uwypuklił wszystkie jego wady i słabości, podczas kiedy komunizm wprost przeciwnie: pokazał Kościół silny, ukrył jego słabości i wzmógł wszelkie pozytywne cechy. Program zniszczenia Kościoła w wizji Hitlera byłby chirurgicznie doskonałym i subtelnym cięciem, zaś program komunizmu był toporny i skazany na niepowodzenie. Wielu ateistów i przeciwników Kościoła takich jak John Cornwell albo Mariusz Agnosiewicz atakuje papieża Piusa XI zarzucając mu „fanatyczny antykomunizm”. Często zastanawiam się, dlaczego takie osoby nie potrafią postawić się na miejscu papieża, który musiał walczyć z zagrożeniem dla Kościoła, które płynęło zarówno ze strony faszystów jak i komunistów. Papież był sprawnym politykiem i często musiał robić dobrą minę do złej gry, czy naprawdę tak ciężko to zrozumieć?

Naziści w przeciwieństwie do komunistów często podawali się za ludzi wierzących i praktykujących, czym wprowadzali w błąd opinię publiczną. Władze Trzeciej Rzeszy wykorzystywały propagandę i kłamstwo do swoich celów i oficjalnie podawały się za katolików, np.: Hitler 1 lutego 1933 roku podczas swojego pierwszego radiowego przemówienia wypowiedział słynne słowa: "(…)chrześcijaństwo stanowi podstawę naszej narodowej moralności, a rodzina jest fundamentem życia narodu (…)” jak się później okazało słowa te dodał do przemówienia wicekanclerz von Papen, praktykujący katolik i bliski współpracownik Hitlera. Naziści przez cały czas starali się ukryć swoje prawdziwe cele i często wychwalali chrześcijaństwo, zdając sobie jednocześnie sprawę, że w przyszłości dojdzie do otwartego sporu z Kościołem. Jednak w lutym 1933 roku nowy kanclerz Niemiec po swoim przemówieniu zyskał poparcie Stolicy Apostolskiej. Papież publicznie przyznał, że przywódca Trzeciej Rzeszy jest w stanie skutecznie „rozprawić się” z komunizmem oraz bezbożną propagandą. Taka atmosfera sprzyjała uregulowaniu relacji między państwem a Kościołem w Niemczech, które do wiosny 1933 roku układały się pomyślnie. Później zaczęło dochodzić do agresywnych wystąpień lokalnych przywódców NSDAP przeciwko katolikom, a także katolików przeciw nazistom. W kwietniu 1933 roku nasiliły się również ataki terrorystyczne wobec obywateli pochodzenia żydowskiego. Biskupi niemieccy wobec nadużyć, jakich dopuszczali się sprawujący władzę w Trzeciej Rzeszy publicznie okazywali swój sprzeciw wobec niesłusznych prześladowań.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz